Międzynarodowy ranking top ten tworzą wyłącznie koncerny amerykańskie i chińskie. Na czele stoi Apple (703 mld euro), za nim Alphabet, macierzysty koncern Google'a i Microsoft.
Pięć największych niemieckich spółek giełdowych pod względem obrotów: Volkswagen Koncern motoryzacyjny z własnymi dwunastoma markami jest niekwestionowanym liderem wśród największych niemieckich przedsiębiorstw. W 2018 roku przedsiębiorstwo z siedzibą w Wolfsburgu zatrudniało 655 000 osób, wygenerowało obroty w wysokości 236 mld euro i wyprodukowało 10,8 mln pojazdów. Na całym świecie tylko japoński konkurent Toyota może dotrzymać kroku. Daimler Producent wysokojakościowych produktów ze Stuttgartu dostarczył w 2018 roku ponad 3,4 miliona pojazdów i przy zatrudnieniu 298 000 pracowników osiągnął obrót w wysokości 167 miliardów euro. Podobnie jak Volkswagen, Daimler jest mocno zaangażowany w rynek chiński. Następna generacja kompaktowego samochodu miejskiego Smart, w pełni elektrycznego, ma być tam produkowana. Allianz Grupa Allianz jest jednym z największych dostawców usług finansowych na świecie, działającym w 70 krajach. W 2018 roku koncern ustanowił dwa rekordy, osiągając najwyższe obroty w wysokości 130 mld euro oraz najlepszy wynik operacyjny w historii firmy w wysokości 11,5 mld euro. BMW Trzeci producent samochodów spośród pięciu największych niemieckich firm wyprodukował w 2018 roku prawie 2,5 mln pojazdów swoich marek BMW, Mini i Rolls-Royce. Dzięki motocyklom koncern osiąga łączny obrót w wysokości 97 miliardów euro. Siemens W roku gospodarczym 2017/18 koncern technologiczny Siemens osiągnął obrót w wysokości 83 mld euro. Firma od lat znajduje się w okresie przełomowych zmian wskutek przejęć i podziałów. Najnowszym przykładem jest wejście na giełdę działu technologii medycznych Siemens Healthineers. Siemens Gas & Power ma pójść w jego ślady. Volkswagen jest również liderem rankingu pod względem liczby pracownic i pracowników, nie mniej jednak w ślad za nim podążają Deutsche Post, Robert Bosch (technologia), Schwarz Gruppe (dystrybucja). © You would like to receive regular information about Germany? Subscribe here: Witryna dojcz.land to portal oferujący wszechstronne informacje i pomoc dla Polaków przebywających w Niemczech. Znajdziesz tu praktyczne porady, oraz bogatą bazę ofert pracy, dostosowaną do Twoich potrzeb i umiejętności. Od trzech dekad Niemcy są pierwszym partnerem w polskim handlu zagranicznym i największym inwestorem zagranicznym w sektorze MŚP. Równolegle Polska konsekwentnie wspina się w rankingu krajów najważniejszych gospodarczo dla Niemiec. W pierwszym półroczu 2019 r. wyprzedziła Wielką Brytanię i stała się szóstym partnerem handlowym swojego zachodniego sąsiada w skali globalnej i czwartym w gronie państw unijnych. Katarzyna Soszka-OgrodnikRzecznik prasowy Polsko-Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa (AHK Polska) Polska i Niemcy – coraz większy wspólny mianownik Jak wynika z opublikowanego we wrześniu 2019 r. raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Nowe oblicze handlu Polski z Niemcami”, popyt konsumentów w Niemczech generuje ok. 1,4 mln miejsc pracy w Polsce, odpowiadając tym samym za 10 proc. polskiej wartości dodanej (PKB) oraz ponad 9 proc. zatrudnienia i 8 proc. wynagrodzeń brutto w Polsce. W tym samym czasie popyt polskich konsumentów tworzy ok. 500 tysięcy miejsc pracy w Niemczech i odpowiada za 1,3 proc. PKB Niemiec oraz 1,2 proc. liczby pracujących i wynagrodzeń. Gospodarki obu partnerów, analogicznie oparte przede wszystkim na sektorze małych i średnich firm i przetwórstwie przemysłowym, są coraz bardziej powiązane i zbieżne koniunkturalnie. Pierwszy rynek internacjonalizacji polskich MŚP Niemcy to także pierwszy rynek „umiędzynarodowienia” większości polskich małych i średnich firm – to niewątpliwie atrakcyjny rynek eksportowy i inwestycyjny. Wartość wymiany handlowej Polski i Niemiec za 2018 to ok. 120 miliardów euro. Decydują o tym liczne czynniki obiektywne, jak: bliskość geograficzna, siła powiązań gospodarczych obu państw, podobna struktura gospodarki, dobrze rozwinięta infrastruktura, czy „głębokość rynku”, rozumiana jako 82 mln konsumentów o wciąż bardziej zasobnym od polskiego portfelu i 3,5 miliona odbiorców komercyjnych… Ale ważne są też uwarunkowania instytucjonalne i związane z polityką gospodarczą Niemiec, przychylność administracji publicznej we współpracy z przedsiębiorcami, przewidywalność prawa regulującego obrót gospodarczy, dostęp do środków pomocowych. Niemcy to też rynek bardzo nasycony i nierzadko hermetyczny. Przekonuje się o tym wielu polskich przedsiębiorców, którzy rywalizując z lokalnymi dostawcami, próbują pozycjonować swoje produkty w popularnych niemieckich sieciach sprzedaży. Po drodze bywa wyboiście: certyfikaty jakości, obowiązkowa rejestracja do systemu odzyskiwania opakowań jednorazowych, tzw. opłaty półkowe… Proces wchodzenia na rynek niemiecki to konkurencja dla cierpliwych i konsekwentnych graczy. Nierzadko, aby przekonać do siebie kontrahenta czy konsumenta, trzeba zaakcentować swoją obecność na rynku poprzez utworzenie filii, czy przejęcie niemieckiej spółki, co już wymaga odpowiedniego zaplecza prawnego i finansowego. Polskie firmy na rynku niemieckim na fali wznoszącej Szacowana na ok. 1000-1500 liczba polskich spółek na rynku niemieckim i idąca w dziesiątki tysięcy liczba jednoosobowych działalności gospodarczych Polaków stale rośnie. Polsko-Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa (AHK Polska) od 2016 r. prowadzi badania polskich spółek operujących w Niemczech, których celem jest ocena bieżącej koniunktury w gospodarce niemieckiej i czynników atrakcyjności rynku niemieckiego w opinii polskiego biznesu. Ubiegłoroczna edycja badań, przeprowadzona w październiku i listopadzie 2018 r., pokazała, że polskie spółki czują się na rynku zachodniego sąsiada coraz pewniej. 97 proc. z nich podkreślało wówczas, że powtórzyłoby decyzję o wejściu na rynek niemiecki. Ich przychylne nastawienie do sąsiedniego rynku ugruntowywała wciąż dobra koniunktura w niemieckiej gospodarce. Dwie trzecie badanych określało sytuację biznesową swojego przedsiębiorstwa jako dobrą lub bardzo dobrą. Trzy czwarte badanych firm twierdziło, że ich obroty wzrosną w 2019 w stosunku do 2018. Wyraźnie pozytywnym sygnałem były deklaracje zwiększania zatrudnienia w kolejnym roku działalności (w przypadku 43 proc. badanych firm) i wzrostu wydatków na inwestycje (50 proc. firm). Ostatnie prognozy spowolnienia gospodarczego Niemiec, zagęszczające się w kolejnych miesiącach 2019 r., wpłyną także zapewne na działające tam polskie spółki. O tym, na ile słabnąca koniunktura może wyhamować ich plany biznesowe, przekonamy się już 26 listopada w czasie konferencji „Polskie firmy w Niemczech” i premiery czwartej edycji badań, przeprowadzonych w październiku Co na plus, a co do poprawki? Ponad połowa ankietowanych w ostatnich latach przez AHK polskich przedsiębiorstw aktywnych w Niemczech wskazuje, że przyczyną wyjścia na rynek niemiecki było uzyskanie dostępu do nowych klientów. Kolejne ważne powody ekspansji to potrzeba zwiększenia skali działania bądź możliwość pozyskania nowych kompetencji, czy dostęp do nowych technologii. Część mówi o osiągnieciu bariery rozwojowej na polskim rynku. Dla wielu polskich firm rynek niemiecki jest optymalnym punktem wyjścia na inne rynki Europy Zachodniej, czy rynki pozaeuropejskie. Respondenci badania AHK oceniają rynek zachodniego sąsiada według 11 uwzględnionych w ankiecie czynników atrakcyjności. W edycji 2018 ankiety najlepsze oceny uzyskały: jakość infrastruktury (transportowej, komunikacyjnej, IT i energetycznej) w Niemczech (75,5 proc. zadowolonych bądź bardzo zadowolonych firm), dyscyplina płatnicza kontrahentów i przewidywalność polityki gospodarczej Niemiec (70 proc. zadowolonych i bardzo zadowolonych), a także przychylność administracji w obsłudze przedsiębiorców (55,7 proc.). Najwyższy odsetek odpowiedzi krytycznych dotyczy kosztów płac, wysokości podatków i coraz słabszej dostępności wykwalifikowanych kadr. Z dostępności pracowników zadowolonych jest bowiem niewiele ponad 28 proc. firm. Warto próbować Prowadzenie działalności w Niemczech może przybrać rozmaitą postać, od wprowadzenia towarów na rynek zachodniego sąsiada, przez transgraniczne świadczenie usług w ramach podwykonawstwa, po rejestrację spółki w Niemczech czy przejęcie lokalnego przedsiębiorstwa. Im większe zaangażowanie na rynku zagranicznym, tym ważniejsza pomoc kompetentnego przewodnika w sprawach formalnoprawych i podatkowych. O czym pamiętać na starcie? Przedstawiając swoją ofertę kontrahentowi z Niemiec warto podkreślić zalety, na które powołują się sami Niemcy przy ocenie atrakcyjności rynku polskiego, np. konkurencyjne ceny przy jednoczesnym zagwarantowaniu odpowiedniej jakości. Przed podjęciem decyzji o wejściu na rynek niemiecki obowiązkowo trzeba też zastanowić się co uwiarygodni firmę, przykładowo, jakie certyfikaty obowiązują w danej branży. Wydawałoby się, że rynek niemiecki, bliski geograficznie, kulturowo i prawnie, nie jest zagadką dla polskich przedsiębiorców. A mimo to, każda kolejna porcja informacji o tym, jak na nim funkcjonować, może istotnie zwiększyć szanse powodzenia. To rynek dla konsekwentnych i cierpliwych. Ale warto próbować, nie tylko z uwagi na jego dużą pojemność, ale też z uwagi na to, że jest on doskonałą referencją dla dalszej ekspansji zagranicznej. Na zakupy wybraliśmy się w środę (07.06.2023) do sklepów w Warszawie i w Bonn, do tej samej popularnej sieci Lidl. Kupiliśmy te same produkty oferowane w obu krajach, zwykle marki własne Lidla. Niedawno odwiedziłam piękny Wiedeń. Zauroczona klimatem i architekturą jego centrum, przez cały kilkudniowy pobyt wędrowałam po sklepach, szukając austriackich kosmetyków. Odwiedzałam i drogerie i apteki i z każdą wizytą oczy otwierały i się coraz szerzej ze zdumienia. Otóż o wiele łatwiej kupić w Wiedniu kosmetyki polskich marek niż odnaleźć te austriackie. Dlaczego? W jednej z aptek powiedziano mi, że najlepsze są te francuskie i niemieckie, więc ich mają pod dostatkiem. W innej obsługa pytała siebie nawzajem, czy konkretne marki są austriackie czy może niemieckie (okazało się, że to drugie). A gdy wreszcie usłyszałam, że istnieje taka marka austriacka jak Styx, okazało się, że ich kosmetyki mogę otrzymać tylko „na zamówienie”, bo „tak mało konsumentów się nimi interesuje, że nie warto ich mieć na stanie”. Nie udało mi się więc ich kupić. Tylko w jednym sklepie (spośród 20) znalazłam na półkach austriackie kosmetyki marek Susan Kaufmann i Blubonbon. Zastanowił mnie powszechny brak świadomości rynku kosmetycznego. Nawet sprzedawcy w drogeriach nie wiedzą, czy mają austriackie produkty. Widocznie nie wierzą w swój rodzimy przemysł, skoro obwieszczają turystom, że najlepsze są te francuskie i niemieckie. I faktycznie, raporty pokazują, że rynek został tam zdominowany przez międzynarodowe koncerny takie jak L’oreal, Procter & Gamble, Beiersdorf. Nasuwa mi się tu też pojęcie braku patriotyzmu gospodarczego. Przecież to logiczne, że to nie kraj pochodzenia stanowi o jakości kosmetyku, ale jego skład, prawda? Wniosek? Rynek kosmetyczny w Austrii ma zupełnie inną strukturę niż polski. Rodzime marki mają tam słabą pozycję i jeszcze słabszą dystrybucję. A tych kilka firm, które próbują to zmienić, stworzyły marki w segmencie kosmetyków naturalnych i eksportują. To silny trend, segment, który rośnie obecnie szybciej niż pozostałe. Pozostaje życzyć im powodzenia! Więcej zdjęć z mojej sierpniowej wizyty w Wiedniu znajdziecie na moim Instagramie. [instagram-feed type=vienna num=15 cols=3 showbio=true] Normalne przejście choroby może okazać się równie skuteczne co przyjęcie preparatu. Czy to koniec eldorado firm farmaceutycznych? Niemieccy lekarze przekonują, że przechorowanie koronawirusa chroni równie dobrze co szczepienie. Co więcej, lekarze sprzeciwiają się skróceniu ważności paszportów covidowych dla ozdrowieńców. Lekarze są przeciwni decyzji o skróceniu ważności W ostatnich dniach Parlament Europejski przegłosował przepisy, które jasno zakazują różnicowania składów konkretnych produktów ze względu na rynek zbytu, na którym są sprzedawane. Oznacza to, że proszek do prania firmy X w Niemczech musi mieć ten sam skład, co w Polsce. Nowe prawo ma za zadanie wyeliminować „podwójną jakość” na terenie UE. Niestety, jak łatwo było przewidzieć, wielkie koncerny nie do końca zgadzają się z takim rozwiązaniem i znalazły sposób na kontynuowanie swojego procederu. Dowiedz się więcej z tego tekstu i nie daj się nabić w butelkę! Dwie jakości, czyli co? Dotychczas w UE panowała „wolna amerykanka” – producenci mogli sprzedawać te same produkty w różnych krajach i dowolnie manipulować ich składami. Stąd wzięło się przekonanie o wyższości towarów z Niemiec lub innych krajów Europy Zachodniej. Lobby koncernów było tak silne, że przez wiele lat nikt nie mógł poruszyć tego giganta i sprawić, by wszystkie kraje członkowskie miały dostęp do żywności i produktów przemysłowych tej samej jakości. Na szczęście status quo został przerwany i przepisy znowu stoją po stronie obywateli. Czy nowe prawo rzeczywiście coś zmieni? W tym miejscu powinniśmy się zatrzymać i sprawdzić, jak na nowe przepisy zareagowały koncerny. Otóż bardzo szybko okazało się, że prawo można w niezwykle łatwo obejść. Według tego, co przegłosowali europosłowie, producenci mają teraz dwie możliwości: mogą „wyrównać” składy w swoich produktach i w każdym kraju sprzedawać to samo, mogą zmienić nazwy i opakowania produktów, których skład jest różny, w zależności od kraju. Koncerny znalazły dla siebie korzystniejsze rozwiązanie i od jakiegoś czasu wprowadzają na „swoje lokalne rynki” produkty o zmienionych nazwach i o wiele lepszym składzie. Ogólnie dostępna jest już marka A+ (dawniej Ariel) i Gama (dawniej Vizir). Niestety zmiany dotyczą tylko zachodnich rynków, a nasze krajowe sklepy w dalszym ciągu sprzedają to, co przed uchwaleniem nowego prawa. Można więc powiedzieć, że szumne zapowiedzi o końcu dwóch jakości były tylko niewiele znaczącymi pustymi sloganami. Jaki wpływ nowe przepisy PE mają na Ciebie? Z perspektywy klienta sytuacja stała się o wiele bardziej klarowna. Parlament Europejski nowymi przepisami przyznał otwarcie, że chemia z krajów Zachodnich jest lepsza. Jeśli więc miałeś wątpliwości co do jakości produktów z importu, to czas zmienić zdanie. Pamiętaj, że nowe przepisy nie będą mieć wpływu na pracę hurtowni oraz sklepów z chemią importowaną i w dalszym ciągu będziesz mógł zaopatrywać się tam w lepszej jakości towary z Zachodu. Nie daj się więc nabrać na sztuczki wielkich koncernów i nie wierz zawsze w to, co Ci mówią. Musisz wiedzieć, że polityka gigantów bardzo często opiera się na półprawdach i niedomówieniach. Firma ma korzenie niemieckie, ale została przejęta przez Holendrów. W Polsce wiele kamperów tej marki to wiekowe, używane kampery zakupione lub sprowadzone zza granicy. Z zakładów Klaus Tabbert wyjeżdżają takie marki kamperów, jak Morelo i Weinsberg. Nie znam ich w ogóle i dość rzadko spotykamy w podróży kamperem. Twierdzą one między innymi, że Bruksela dokonała tutaj błędnego zaklasyfikowania legalnych praktyk biznesowych. Wstępne dochodzenie w tej sprawie KE podjęła w październiku 2017 roku, a formalne śledztwo wdrożono w roku ubiegłym. W jego efekcie uznano, że trzej niemieccy potentaci branży motoryzacyjnej prowadzili niedozwolone konsultacje dotyczące wyposażania ich samochodów dieslowskich w aparaturę selektywnej redukcji katalitycznej (Selective Catalytic Reduction - SCR) neutralizującą tlenki azotu. Przedmiotem tych uzgodnień były również filtry cząstek stałych montowane w samochodach benzynowych (Gasoline Particulate Filter - GPF, a skrót nazwy niemieckiej OPF). Poza wymienionymi wyżej spółkami, w nielegalnych naradach miały także uczestniczyć firmy Audi oraz Porsche. "Przedsiębiorstwa mogą współpracować na wiele sposobów, by ulepszać jakość ich produktów. Unijne przepisy dotyczące konkurencji zabraniają im jednak dokonywania uzgodnień, które przynoszą dokładnie odwrotny efekt, mianowicie to, by nie ulepszać swych produktów i nie konkurować ze sobą pod względem ich jakości. Mamy podstawy do obaw, że w tym przypadku właśnie coś takiego zaistniało" - oświadczyła w Brukseli komisarz Unii Europejskiej do spraw konkurencji Margrethe Vestager. Zdaniem KE, niemieckie koncerny ograniczyły w Europie konkurowanie innowacyjnych rozwiązań dla obu systemów oczyszczania spalin, co blokowało konsumentom dostęp do bardziej przyjaznych środowisku samochodów - choć producenci dysponowali odpowiednimi technologiami. Gdyby podejrzenia te potwierdziły się, oznaczałyby złamanie unijnych przepisów antykartelowych, choć zmowa cenowa nie wchodzi tutaj w grę. Wyniki unijnego dochodzenia wskazują, że producenci koordynowali w latach 2006-2014 swe strategie dotyczące katalizatorów SCR, by ograniczyć ich wydajność - dzięki czemu spadało zużycie wiążącego tlenki azotu roztworu mocznika czyli AdBlue. Jednocześnie w latach 2009-2014 wspólnie starano się opóźnić wprowadzanie filtrów GPF. Jak zaznaczono, w śledztwie nie badano ewentualnych naruszeń przepisów o ochronie środowiska, z czym ma do czynienia Volkswagen po ujawnieniu w 2015 roku, że zmanipulował oprogramowanie katalizatorów SCR w ponad 11 mln swych samochodów z silnikami wysokoprężnymi. Dzięki temu katalizatory pracowały z pełną wydajnością tylko wtedy, gdy silnik testowano. Decyzja unijnych gremiów ochrony konkurencji w sprawie wysokości ewentualnych kar dla BMW, Daimlera i Volkswagena może zapaść w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Zdaniem Volkswagena, który zamierza dokładnie przeanalizować oświadczenie KE, dokument ten przyznaje jednak "w zasadzie, że współpraca producentów w kwestiach technicznych jest w przemyśle samochodowym na całym świecie rzeczą zwyczajną". Natomiast Daimler mimo postawionych zarzutów nie liczy się z nieuchronnością kary finansowej, gdyż spółka "od razu podjęła z KE współpracę w charakterze świadka koronnego i dlatego nie spodziewa się w tej sprawie żadnych sankcji pieniężnych". Zgodnie z unijnymi przepisami, w postępowaniu kartelowym świadkowi koronnemu przysługuje znaczne złagodzenie kary fianspowej lub nawet całkowite uwolnienie od niej. W skrajnym przypadku kara ta ma wymiar jednej dziesiątej światowych rocznych obrotów spółki. Dla BMW zarzuty KE są całkowicie bezpodstawne, gdyż nie było żadnych tajnych porozumień na szkodę klientów bądź dostawców. Unijne śledztwo to "próba zrównania dozwolonego uzgadniania stanowisk przemysłu w sprawie regulacyjnych warunków ramowych z niedozwolonymi zmowami kartelowymi" - głosi komunikat bawarskiego koncernu Źródło: PAP Zastanawiające, że prawie wyłącznie koncerny niemieckie interesowały się dotąd polskim rynkiem, a nie ma u nas silnych wydawców francuskich, brytyjskich czy amerykańskich.
Nawet na warszawskiej Sadybie, gdzie mieści się nasza redakcja, można znaleźć naklejone na tekturze na latarniach ogłoszenia o sprzedaży “chemii z Niemiec”. Sadyba to raczej zamożna dzielnica, a jednak sąd o tym, że niemiecki proszek Ariel jest lepszy, znajduje zwolenników także tu. Tego rodzaju opinie można usłyszeć nie tylko w Polsce, ale także u naszych sąsiadów, i to na szczeblu rządowym. Słowacki premier Robert Fico stwierdził, że na tamtejszym rynku zbadano 22 produkty żywnościowe oferowane przez międzynarodowe koncerny i stwierdzono, że różnią się one od tych, które pod tymi samymi markami występują w Austrii i Niemczech. Jak podaje Reuters, czeski minister rolnictwa Marian Jurecka mówi z kolei, że konsumenci w naszej części kontynentu nie chcą dłużej "służyć za śmietnik Europy", a premier Węgier Viktor Orban określił sprawę różnic jakościowych produktów w Europie "największym skandalem w ostatnim czasie". Nasze władze stwierdziły na razie ostrożnie, że nie widzą takiego problemu, ale przyłączyły się do apelu Grupy Wyszehradzkiej o wnikliwe zbadanie sprawy przez Brukselę. Producenci, z którymi rozmawiałem, mówią, że skład produktu sprzedawanego pod międzynarodową marką zależy zarówno od lokalnych upodobań, jak i od dostępnej bazy surowcowej. Żadne regulacje nie zmuszają firm do oferowania pod jedną marką takich samych produktów w różnych krajach, ale przepisy UE wymagają, aby skład produktu był jednoznacznie wyszczególniony na opakowaniu i oczywiście produkty muszą spełniać normy bezpieczeństwa. Polska jest dużym producentem FMCG - zarówno marek lokalnych, jak i światowych. Mamy fabryki Unilevera, Henkla, P&G, Nestle, Mondeleza czy Wrigley. Ewentualny nakaz ujednolicenia produktów w całej Europie mógłby wywołać zamieszanie, niekoniecznie dobrze służące naszym ekonomicznym interesom. A co z konsumentami? Jeżeli produkty nie są takie same, to czy u nas są gorsze? - To chyba podstawowe pytanie. Tak zwana afera słoiczkowa z roku 2011 pokazuje, że podwójne standardy się zdarzają. Wtedy okazało się, że Nestle w produktach marki Gerber w Polsce umieszcza tzw. MOM (mięso oddzielane mechanicznie). Z punktu widzenia formalnego było to dopuszczalne, ale wizerunkowo ryzykowne. Nie będę tu dyskutować o aspektach medycznych, w każdym razie MOM powszechnie uważa się je za mięso gorszej jakości i Nestle w wielu krajach zachodnich go nie stosuje. Po protestach firma zmieniła recepturę polskich produktów. Z drugiej strony weźmy Coca-Colę. W USA - ojczyźnie marki - słodzona jest syropem fruktozowym z kukurydzy. Także tu nie będę wdawał się w medyczne dywagacje, ale coraz częściej konsumenci unikają produktów słodzonych syropem. To właśnie dlatego w Stanach na wielką skalę kwitnie proceder równoległego importu Coca-Coli z Meksyku, gdzie cola jest słodzona cukrem trzcinowym, nawet ukuto nazwę nieformalną MexiCola. Możemy poczuć się nieco lepiej, bo u nas syropu w Coca-Coli nie ma. Jak widać, nawet “ikoniczna” marka taka jak Coca-Cola jakoś daje sobie radę, stosując nieco zróżnicowane receptury na różnych rynkach. Także dlatego, że różnicy w smaku praktycznie nie ma, co wykazały testy. Wizerunek na tym nie cierpi, z wyjątkiem wąskiej grupy zwolenników zdrowego stylu życia. Jednak moim zdaniem różnicowanie produktów czasem idzie zbyt daleko. Nie trzeba być wyznawcą piw kraftowych, aby poczuć się mocno rozczarowanym faktem, że Carlsberg, który w Polsce ma 5 proc. alkoholu, w Wielkiej Brytanii - tylko 3,8. A butelka jest identyczna. Konsument może tego nie wybaczyć.

Niemieckie firmy są drugim największym zagranicznym podatnikiem w Rosji. Prezydent Rosji Władimir Putin. Fot. kremlin.ru Niemiecka gazeta Frankfurter Allgemeine Zeitung (FAZ) podaje, że dwie trzecie niemieckich firm, które działały w Rosji przed atakiem na Ukrainę, nadal są tam obecne, kontynuując swoją działalność gospodarczą. Łącznie w Rosji działa 261 niemieckich firm. W

Na potrzeby wojskowe produkują również największe „cywilne” koncerny w RFN, jak np. Mercedes Benz (podwozia), Daimler (podwozia, ciężarówki, większościowy udziałowiec MTU Friedrichshafen), SAP i IBM (software, bazy danych), Kärcher (systemy dekontaminacyjne, kuchnie polowe) czy Siemens (m.in. systemy telekomunikacyjne i

Potomkowie dwóch Polaków, którzy ucierpieli w wyniku działań Niemiec w czasie II wojny światowej, pozwali niemieckie firmy Bayer i Henschel GmBH. Według portalu wPolityce.pl powodowie domagają się łącznie ponad 19 milionów złotych. Według Sellina sprawa stanowi precedensową inicjatywę. – W imię szkód, które ponieśli

sW5a.
  • 31riy2uqep.pages.dev/65
  • 31riy2uqep.pages.dev/87
  • 31riy2uqep.pages.dev/14
  • 31riy2uqep.pages.dev/65
  • 31riy2uqep.pages.dev/45
  • 31riy2uqep.pages.dev/80
  • 31riy2uqep.pages.dev/82
  • 31riy2uqep.pages.dev/83
  • koncerny niemieckie i ich produkty